Pomrok cz.2



Miała wrażenie, że im dalej idzie, tym bardziej robi się ciemno. Po kilku krokach nie widziała już dobrze ścian. Ucichły odgłosy miasta, słychać było tylko ich kroki. Zauważyła, że kurz na podłodze miejscami wiruje, jakby pod wpływem wiatru. Ale powietrze było tu nieruchome i z każdym krokiem coraz bardziej zimne. Poczuła się nieswojo. Cała ta wyprawa do fabryki niosła ze sobą pewien  posmak ryzyka, ale dopiero teraz zaczęła się denerwować. 

Artur szedł z przodu.  W półmroku jego czarna bluza niemal stopiła się z otoczeniem. Widziała wyraźnie tylko biały napis #NIELEGALNY na jej tyle. Wtem zatrzymał i odwrócił.
- To tu. Największa atrakcja.
Rozejrzeli się.
- Jaka? Nic tu nie ma – odezwał się Piter.
- Oczywiście, że jest. Moja największa atrakcja. To wy!
- Ej, koleś, nie żartuj sobie z nas, dobra?
- Nie żartuję – uśmiechnął się.

Usłyszała z tyłu jakiś odgłos. Obejrzała się. Za nimi stała para nieznajomych młodych ludzi. Oboje ubrani na czarno, na ich bladych twarzach widniał wyraz skupienia. I drżeli.
Dziewczyna o długich ciemnych włosach dygotała jakby z zimna. Chłopak z modnie wygoloną fryzurą i w skórzanej kurtce wzdrygał się co chwilę nerwowymi wstrząsami ramion i tułowia. Cały czas nie spuszczali z nich wzroku.

Strach ścisnął Anicie żołądek. Przypomniały jej się ostatnie zaginięcia młodych ludzi w Łodzi i okolicach. Chociaż to na pewno nie to, ktoś im robi dowcip…

- Ty, co to kurwa jest? Ukryta kamera, jakiś teatrzyk, sekta? To jakaś głupia zabawa? – Piter podniósł głos, ale słyszała w nim lekką niepewność.
- Zabawa? O nie... Nigdy nie bawię się jedzeniem  – Artur zrobił krok ku nim i stanął w padającym z dziury w suficie świetle. Spostrzegła, że jego tęczówki stały się czerwone. Uśmiechnął się ukazując długie kły wyrastające z górnej szczęki.
- To absurd, niemożliwe, jakiś głupi żart – przeleciało jej przez głowę.

- Arturiusie! – zakrzyknął ktoś nagle.
- Arturiusie – powiedział już ciszej, lekko przeciągając samogłoski, postawny mężczyzna w czarnym płaszczu, który wyszedł z mroku kilka metrów za plecami wampira.
Artur, czy też Arturius, obejrzał się gwałtownie, przygarbił się i zesztywniał. Po chwili wyprostował się, nadal napięty jak struna.
- Baltazar…
- Cieszę się, że mnie poznajesz. – przybysz pokazał w uśmiechu górne zęby wraz ze szpiczastymi kłami.
- Co ty tu robisz? – wyczuła w głosie Artura zdenerwowanie.
- Oj, Arturiusie. Powiadomiono mnie, że źle się tu zabawiasz i przyszedłem dać ci klapsa – nadal uśmiechając się, krótko ostrzyżony, już niezbyt młody mężczyzna zbliżył się jeszcze bardziej – złamałeś zasady chłopczyku.
- Myślisz, że dasz mi radę, stary dziadu?
- Och, przekonamy się za chwilę…

Za plecami Anita usłyszała syk. Drgający chłopak po jej prawej, rozwarł  usta ukazując swoje wampirze kły, skulił się i nienaturalnie szybko wyskoczył do przodu.
- Nie! – zakrzyknął Artur, ale było za późno.
Zanim dotarł do celu, starszy wampir błyskawicznie wyszarpnął coś zza poły płaszcza i z rozmachem uderzył go jeszcze w locie. Zauważyła tylko błysk stali.  Atakujący zgiął się wpół i upadł na podłogę. Wył  potwornie, czarna krew lała mu się spomiędzy trzymających brzuch dłoni.
Stal błysnęła znowu. Zobaczyła długie ostrze, takie jak na tych starych filmach o samurajach. Nazwany Baltazarem wyciągnął je w stronę Artura.

Za plecami usłyszała głośny kobiecy krzyk i kątem oka zobaczyła długowłosą towarzyszkę powalonego rzucającą się naprzód. W tym samym momencie rozmazany, szary,  warczący kształt wyskoczył z ciemności i powalił ją na posadzkę. Anita zobaczyła największego w swoim życiu psa lub wilka skłębionego w walce z czarnym smukłym wrzeszczącym kształtem. Potoczyli się w pomiędzy nią a pozostałe dwa wampiry.
Baltazar ciął na odlew ostrzem, ale Artur uniknął go niewiarygodnie szybkim unikiem i odskoczył w cień. Atakujący rzucił się za nim i chwilowo obaj zniknęli jej z oczu.

Szaro-czarny kłąb przed nią tarzał się warcząc i sycząc. Wydało jej się najpierw, że to złudzenie, ale rozmazany psi kształt zaczął się zmieniać w obrośniętego futrem potężnego mężczyznę, choć nadal z wilczą głową. Z gardłowym warczeniem powstał z podłogi trzymając w muskularnych ramionach wciąż wijącą się i atakującą go postać i cisnął nią o nieodległą ceglaną podporę sklepienia. Anita usłyszała nieprzyjemne chrupnięcie łamanych kości. Ciało upadło wzniecając  chmurę pyłu i znieruchomiało.

Walczące ze sobą wampiry powróciły. Artur wciąż unikał cięć w niesamowicie szybkich odskokach. Wypolerowana stal za każdym razem cięła powietrze. Po jednym z ataków odbił się akrobatycznie o filar, zanurkował pod mieczem Baltazara i uderzył go w żołądek. Gdy ten zgiął się w pół, kopnięciem wytrącił mu ostrze z dłoni i złapał je jeszcze w powietrzu. Z triumfem na twarzy wzniósł je do cięcia.
Szary człowiek-wilk szarpnął się ku niemu i ciosem w zgięcie kolan powalił go na beton. Ramię z mieczem opadło. Wciąż skulony Baltazar jednym ruchem wyciągnął znów coś z płaszcza i uderzył. Znów błysnęło. Głowa Artura potoczyła się na podłogę. Anita poczuła na twarzy coś ciepłego i mokrego. Okolona długimi włosami twarz potoczyła się przed nią i  wytrzeszczała w jej kierunku zaskoczone spojrzenie niemo otwierając usta, jakby chcąc coś powiedzieć.
Włochata dłoń chwyciła to przerażające zjawisko i zabrała sprzed niej gdzieś w cień. Baltazar, z grymasem bólu na twarzy, schował oba miecze pod płaszczem i złapał jedną ręką wciąż poruszający ramionami  zdekapitowany korpus, a drugą nadal wijącego się z bólu, ciętego w brzuch wampira i obu zaciągnął w ciemność.
Dziewczyna leżąca pod filarem gdzieś znikła.

Anita zorientowała się, że drży jej całe ciało i nie może się poruszyć. Zdołała obrócić głowę, żeby spojrzeć na chłopaków. Piter stał nieruchomo z otwartymi ustami, ciemna mokra plama rosła mu z przodu spodni. Krzychu klęczał i wymiotował czekoladą.

Czarna kałuża krwi pozostała po głowie Artura zmatowiała i rozsypała się w pył.

cdn
 

Komentarze

Popularne posty