Pomrok cz.3



Pośrodku opuszczonego magazynu na stercie palet siedziało dwóch mężczyzn. Siedzący po prawej stronie, w dżinsowej kurtce i spodniach, rozmasowywał sobie lewe ramię. Drugi bezskutecznie usiłował otrzepać  z białego pyłu swój czarny płaszcz.
- No nie schodzi, no… - zaprzestał czyszczenia i odwrócił się do swojego towarzysza – I co zrobiłeś z głową?
- Sekrecik – uśmiechnął się amator dżinsu i przeczesał palcami długie, poprzetykane już siwizną włosy – ale szybko jej nie znajdą.
- OK - w sumie to nawet  lepiej, jak nie wiem.
- A co z tym gówniarzem i z… resztą Arturiusa?
- Wrzuciłem ich w Pomrok. Już tam się nimi zajmą.
- Ta czarna laska gdzieś zwiała. Mógłbym ją wytropić.
- Znajdę ją. W tym stanie nic nie nabroi. A co? – błysnął w uśmiechu zębami – Już tęsknisz? Spodobała ci się?
- Weź spierdalaj… - odwinął lewy rękaw kurtki  odsłaniając dwa czerwone punkty na skórze – Patrz. Ugryzła mnie nawet.
- Ochocho. Ja tu widzę jakieś gorące uczucia. Jak ją znajdę, to was umówię, pójdziecie sobie do kina albo na spacer…
- Spierdalaj Baltazar.
Wampir zachichotał.
- A tak w ogóle dlaczego się spóźniłeś?
- Musiałem się rozebrać na spokojnie. Nie będę kurtki za trzy stówy rzucał w ten brud.
- Ty Czarek jak frajer kupujesz w Manu. Zobacz jaką mam fajną koszulę. Wiesz ile dałem za nią? Piętnaście złotych! Powiem ci gdzie, to sobie pójdziesz i coś fajnego wygrzebiesz…
- Nie nazywam się Czarek!
- Nie mogę mówić do ciebie Cezar, bo mi przed oczami staje debilnie uśmiechnięty owczarek niemiecki!
- Spierdalaj.

Na chwilę zapadła cisza.

- A co z tymi dzieciakami? – spytał wreszcie Cezar.
- A co mam zrobić? Nikt im przecież w to nie uwierzy, tak czy siak…
Baltazar wstał i lekko skrzywił się z bólu.
- Dobra. Spadamy. I dziękuję ci za pomoc.
- Nie ma sprawy.
Uścisnęli sobie dłonie.
- Kupię ci za to paczkę psich ciastek – Baltazar wyszczerzył się i klepnął Cezara w lewe ramię.
Ten skrzywił się i zawarczał.

Przez dziurę w ogrodzeniu wyszli na pustą ulicę. Wampir podszedł do stojącego opodal niskiego srebrnego samochodu z przyciemnianymi szybami. Otworzył drzwiczki.
- Podrzucić cię?
- Nie. Pójdę na „trójkę”. Tu zaraz jest przystanek. Ty ostatnio nie miałeś innej bryki?
- A to nowa. Kumpel mi ściągnął tanio z Reichu – Baltazar uśmiechnął się zadowolony – Jak tam chcesz. To na razie!
Auto ruszyło gwałtownie z piskiem opon i pognało przed siebie. Cezar ruszył chodnikiem w przeciwną stronę, spoglądając na coraz bardziej zachmurzone niebo.

„Trójka” nie przyjechała. Następna spóźniła się kilka minut. Kiedy wysiadł z tramwaju zaczęło padać.

 Zanim doszedł do domu był przemoczony.

cd(może)n

Komentarze

Popularne posty