Kot do solenia wody




Kiedy potrzebuję soli, ot, tak na przykład żeby ugotować kluski, używam kota do solenia wody. 

Gdy niepotrzebny, śpi  spokojnie w jednej z kuchennych szafek. Otwieram drzwiczki. Kot jest calutki biały, jedynie z małą czarną plamką na nosie. Budzi się powoli otwierając oczy o barwie miliony lat temu wyschniętych mórz. Lekko zeskakuje na zewnątrz i ze starannie wymierzonym pośpiechem zbliża się do garnka. 

Siada, wyciąga jedną łapkę, dotyka różowymi poduszeczkami powierzchni wody i strzepuje ją rozpryskując drobne kropelki. Potem to samo robi z drugą łapką, oblizując ją potem dodatkowo.
Wreszcie z ogonem wijącym się po blacie jak biały wąż, spogląda na mnie jakby mówił: „Zrobione, stary!”

Dziękuję mu, a on drobnymi kroczkami wraca do swojej szafki, siada, owija miękko łapy ogonem. Powoli zamyka oczy i zasypia wsłuchany w szum pradawnych oceanów.

I już – można zagotować wodę. 

Do zobaczenia kocie.

Do następnego obiadu.

Komentarze

Popularne posty